ALKOHOLIZM

Czerwiec 2016. Parę dni temu minął mój równy rok bez alkoholu, aczkolwiek rok temu wzięłam tylko łyczek piwa po Biegu Rzeźnika, żeby się przekonać, że to jednak nie dla mnie. Wcześniej nie piłam już parę miesięcy. Byłam uzależniona od alkoholu przez wiele lat. Piłam bardzo dużo, bardzo regularnie i bardzo często do kompletnego “urwania filmu”. Przez cały okres trwania uzależnienia, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że faktycznie jestem uzależniona i nie rozumiałam, jaki ma to na mnie wpływ.

———————————-

Pierwsze myśli o rzuceniu picia pojawiły się na początku roku 2013, kiedy zainteresowałam się na poważnie bieganiem. Zaczęłam ograniczać, bo kace przeszkadzały mi w treningach, które bardzo polubiłam. W pewnym momencie postanowiłam nie pić “na codzień”, a pozwalać sobie tylko na rzadkich imprezach. Przez wiele miesięcy nie wiedziałam, co zrobić z czasem w wolne wieczory. Picie alkoholu chodziło za mną właściwie ciągle podczas weekendów. Pojawiał się on bardzo często w moich myślach.
W pewnym momencie zauważyłam swój nałóg. Przecież człowiek, który nie jest uzależniony, nie myśli o alkoholu, nie łączy go z każdą imprezą, z każdym spotkaniem, czy z każdym urlopem.

———————————-

Zauważyłam płytkość relacji z ludźmi, których uważałam za moich przyjaciół – jak spotkania z nimi (a nie tylko z nimi!) były pretekstem do wspólnego picia. Wraz ze zmianami, które następowały we mnie, moje grono znajomych zaczęło się kurczyć. Obecnie mogę policzyć na palcach jednej ręki tych, którzy są przy mnie nadal, a nasza przyjaźń wzrasta wraz z nami.

———————————-

Z upływem czasu, z ustępowaniem nałogu, zaczęłam patrzeć, co alkohol robił w moim wnętrzu. Nie zdawałam sobie sprawy z tego dopóki go nie przestałam pić. Całkowicie pozbawiał mnie kontaktu z moją własną duszą, odcinał mnie od siebie samej. Nie znałam swoich potrzeb, nie wiedziałam, co lubię, co jest dobre dla mnie i mojego rozwoju, nie potrafiłam tym samym wyrażać siebie autentycznie, a ludzie, których uważałam za przyjaciół, wydali mi się zupełnie obcy, a na dodatek za bardzo nie obchodził ich mój los, odkąd postanowiłam wziąć się w garść. Odkryła się przede mną prawda o moim zagubieniu, mojej depresji, wielu problemach, wewnętrznych. Stanęłam twarzą w stwarz z tym faktem i zaczęłam długą drogę do uzdrowienia.

———————————-

Często spotykam się z opinią, że alkoholizm jest wtedy, kiedy osoba pijąca leży pod sklepem i daje w zastaw ostatnie posiadane przez siebie przedmioty w celu zdobycia trunku. Nie jest to prawda. Codzienne spożycie jednego piwa lub przekraczanie tej dawki jest uzależnieniem, jest szkoliwe dla organizmu człowieka. Samo myślenie i zastanawianie się nad spożywaniem alkoholu także daje do myślenia: “dlaczego w ogóle przyszło mi to do głowy?”. Bo najwyraźniej mam problem.

———————————-

Alkoholizm to nie tylko problem osobisty pijącego. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale za wszystkie relacje, które tworzymy z bliskimi, z rodziną, z przyjaciółmi, z innymi ludźmi. Pomocy można otrzymać bez liku w różnych formach. Kwestia tylko, czy jestem w stanie przyznać się sam/ sama przed sobą, że jej potrzebuję i zrobić pierwsze kroki na drodze do uzdrowienia, która najczęściej niesie ze sobą wielkie życiowe zmiany i konieczność zmierzenia się z własnym cieniem.

———————————-

Odzyskanie kontaktu z własną duszą i bycie autentyczną sobą – to największa nagroda, którą cieszyć się mogę codziennie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mam za sobą ten upiorny okres alkoholowego zamroczenia. A piszę ku przestrodze i ku zainspirowaniu innych do zastanowienia się nad kwestią alkoholu w ich życiu. Nie pij przez 365 dni i zobacz, co się stanie. A stanie się naprawdę dużo – tego możesz być pewna/ pewny.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz