KONTROWERSYJNA

Wielokrotnie w życiu słyszałam, że jestem kontrowersyjna. Według słownika języka polskiego kontrowersyjny oznacza:

  • wywołujący spory,
  • niepozwalający na jednoznaczną ocenę,
  • problematyczny, dyskusyjny, sporny.

Przysparzało mi to przez całe życie – i przysparza nadal – różnych przygód w relacjach międzyludzkich, konfliktów z autorytetem, poczucia niedopasowania do stanu zastanego różnych środowisk, bycia samotnym, bycia na widoku, bycia liderem dla czegoś nowego.

 

Często nie umiałam i nie umiem nadal w tym wszystkim się odnaleźć. Buntowałam się praktycznie całą moją młodość przeciwko wszystkiemu. Nie chciałam robić niczego tak, jak mi kazano. Było to tym bardziej stresujące, że w szkole nauka przychodziła mi łatwo i nie zaliczałam się nawet do środowiska buntujących się osób, które z roku na rok zostają w tej samej klasie przez złe stopnie. Ja byłam najlepsza w klasie i najbardziej kontrowersyjna. Trzymałam się z szemranym towarzystwem buntowników z problemami, albo z kompletnymi outsiderami niezaliczającymi się do żadnej innej kategorii. Czułam się bardzo samotna. Czułam, że absolutnie nikt, że ani jedna osoba na świecie mnie nie rozumie, że jestem z tym wszystkim sama, że jeśli mam tak żyć jak inni, to ja wolę nie żyć wcale.

 

Doświadczałam wykluczenia, odrzucenia, niezrozumienia, oceniania, osądzania. Jedni chcieli mnie ratować, po cichu się za mnie modlili, darzyli mnie jakąś sympatią, niepotrafiąc się ze mną jednak za bardzo przyjaźnić, a inni chcieli mnie łamać, manipulować i wykorzystywać, albo kompletnie nieświadomie wciągali mnie w swoją grę osobistych problemów z rodzicami, szkołą, prawem i wszystkim dookoła.

 

Czułam się bardzo pogubiona. Wykształciłam bardzo ofensywno – defensywną postawę wobec rzeczywistości. Nie dało się za bardzo do mnie zbliżyć. Sporo osób się mnie bało, sporo mówiło o mnie za plecami. Miałam wrogów, albo wielbicieli, zdarzało się też, że ktoś chciał być blisko mnie, bo czuł się tam bezpieczny lub w centrum czegoś ekscytującego. Byłam często wykorzystywana i porzucana. Spotykałam się też czasem z życzliwością ze strony rówieśników, rodziców, nauczycieli. Ale wkurzało mnie to, że każdy patrzy na mnie jak na coś, co trzeba było jakoś naprawić, czemu trzeba pomóc, co trzeba zmienić, postawić w inne tory, albo się za mnie modlić. Miałam ochotę wszystkich za to rozszarpać.

 

Była we mnie wielka namiętność, ogromna siła, gniew, miłość, dobro i zło, wrażliwość i perwersja, spokój i chciwość, łamanie praw i strach, że wyjdzie to na jaw…

 

  • Chciałam ryczeć jak lew,
  • wyjechać w wielką podróż,
  • kochać się bez reszty,
  • pokazać wszystkim, że nie wolno mnie zmieniać,
  • smakować wszystkich zakazanych owoców,
  • odnaleźć sens, pasję, prawdę, albo umrzeć próbując…

 

I powiem Wam jedno: NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO!
Ta sama wężowa siła życiowa, zwana energią Kundalini, płynie przeze mnie rwącym strumieniem. Już nie po takich skałach i wybojach, jak w młodości. Rzeka wezbrała doświadczeniem, jest głębsza, płynie wciąż przez nowe krainy, zbiera odnogi i deszcze, jest bardziej spokojna w swoim korycie. Robi się powoli piękna i majestatyczna. Płynie, by połączyć się z oceanem wszech twórczości tego świata. Nawadnia po drodze różne krainy, poi zwierzęta, przynosi obfitość i bogactwo.

 

Bardzo mi pomogło pokochanie siebie. To nie było łatwe zadanie i zasługuje na pewno na odrębną historię, albo kurs krok po kroku, jak to zrobić. Uratowało mi to życie. Bo zanim doszłam do tego, wpakowałam się w tysiąc różnych kłopotów. Myślałam, że bycie oryginalnym, odstającym od normy to tylko sex, narkotyki, okultyzm i szemrane towarzystwo. A okazało się, że bycie oryginalnym to bycie sobą i to ja wyznaczam zasady, granice, reguły i decyduję, co ma zaistnieć w moim świecie, a co nie. Okazało się, że mogę żyć tak, jak chcę. Że bunt to nie jedyny sposób na oryginalność, że jest coś więcej i coś dalej. Mogę tworzyć nowe trendy, przeprosić się z ludźmi, zaprosić ich do mojego świata, który nie zieje już kontrowersją i dziwacznością, a jest dobry i piękny, połamany, ale posklejany, rozwija się i kwitnie, jest inspirujący, jak tajemniczy ogród, a ja sama mam tyle do pokazania, jestem ciekawa, inteligentna i mam taki poziom empatii i wrażliwości, że na pewno mogłabym za to dostać jakąś pokojową nagrodę Nobla, co tak naprawdę jest moim cichym marzeniem i gdzieś tam konsekwentnie krok po kroku do tego dążę.

 

  • Proklamuję rewolucję Pokoju i Harmonii na świecie! << Bo gdy odnalazłam je w sobie, pragnę podzielić się z innymi. Ja wiem, że każdy z nas ma inną historię, że niektórzy cierpieli, bo byli – jak ja – kontrowersyjnymi odszczepieńcami, ale inni może…
  • czuli samotność w tłumie,
  • nigdy nie odważyli się uciec z domu,
  • nigdy nie zakochali się na zabój w tym niebezpiecznym chłopaku i/lub tamtej dziewczynie – jednocześnie!!
  • po cichu cierpią za “błędy młodości” – seks, narkotyki, tajemnice, które to tak naprawdę były naturalną chęcią eksploracji tego świata, swojej sprawczości, seksualności i młodości,
  • może ktoś z Was zazdrościł, nie miał odwagi, czuł się pogubiony w dobrym domu wśród kochających rodziców, albo był przez nich zaniedbany, odrzucony, bity…
  • może ktoś z Was nosi w sobie tajemnice o molestowaniu, o nadużyciu, przemocy albo o tym, że sam był ich powodem i skrzywdził kogoś…

 

NIE JESTEŚ SAMA, NIE JESTEŚ SAM!
Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy jesteśmy w tym razem. Każdy z nas jest wyjątkowy, kontrowersyjny, każdy unikalny, ze swoją jedyną na świecie historią. Dajmy sobie szansę: sobie samemu i sobie nawzajem. Patrzmy na siebie ze współczuciem, ciekawością i zrozumieniem. Badajmy z uważnością swoje terytoria i wzbogacajmy swoje życie poprzez bycie razem.

 

Czasem zadaję sobie pytanie, czy osoba taka jak ja, z taką historią, w ogóle może zaproponować innym wspólne spędzanie czasu, wspólne zajęcia, wyjazd, kursy, współpracę? Skoro zawsze sama, zawsze niezrozumiana, zawsze kontrowersyjna, zawsze oceniana z boku… Skoro mało kto dawał mi szansę, abym mogła pokazać nieco swojego świata, zarazić miłością do eksplorowania go, do czegoś tajemniczego, wychodzącego poza ramy? Odwieczny strach i zwątpienie: czy ktoś mnie pokocha, doceni, zaakceptuje, nie będzie chciał ingerować w moją sztukę, korygować mojego scenariusza i moich środków wyrazu, gdy dla mnie są piękne i okej? Albo czy nie wzruszy ramionami i nie odejdzie, nie zostawi, nie ucieknie?

 

Wierzcie mi, że codziennie odpowiadam sobie na te pytania, że mam chwile zwątpienia w siebie, że nie wiem, nie ogarniam, kwestionuję wciąż i wciąż na nowo moje motywy. Ale uczę się też akceptować i kochać tę niewiadomą jako część mojego życia, mojej historii, jako naturalny element bycia liderem dla swojej wyjątkowości, swojego talentu i potencjału. Każdy z nas jest taki wyjątkowy i każdy z nas przechodzi inną drogę, by ukazywać to światu. Każdy samotny na swój sposób, ale wszyscy jesteśmy w tym razem. Dawajmy sobie szansę, budujmy pokój w sobie i na świecie <3

Brak komentarzy

Dodaj komentarz