PODĄŻAM ZA SWOJĄ PRZYJEMNOŚCIĄ

Zapytano mnie wczoraj, jak to robię, że wciąż wymyślam nowe pomysły na siebie, na życie, na pracę. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, bo tak naprawdę chciałabym sprzedać ten sekret każdemu. Głęboko wierzę, że ten świat istnieje i rozwija się dzięki kreatywności, nieustannemu, ciągłemu tworzeniu czegoś nowego, co jeszcze nie istnieje. Jestem ciągle o krok do przodu przed własnym ogarnianiem, co się dzieje. Wciąż jestem niegotowa, wciąż mogłoby być lepiej, zanim w ogóle zacznę. Zawsze mógłby być bardziej idealny moment. Ja jednak zaczynam. Wrzucam kamień do wody i patrzę, co się stanie. Próbuję czegoś, na co nigdy nie jestem w stu procentach gotowa, czegoś, co zawsze w jakiś sposób mnie przerasta. Często czuję się niepewnie i nie potrafię przewidzieć, co będzie jutro. Świat jest taki wielki, a ja jestem taka mała. Tak się wydaje jakiejś części mnie, która chciałaby być bardziej, umieć więcej, czekać na lepsze okoliczności, podpierać się dookoła ludźmi, mieć komforcik – ciepły i miły, bezpieczny, przewidywalny, z góry wiadomy, skazany na sukces i powodzenie.
Tak jednak się nie dzieje, jeśli mam tworzyć coś nowego i być liderem dla własnego potencjału. Nauczyłam się wiele rzeczy na drodze życia, opierającego się na mojej kreatywności i poleganiu tylko na niej. Uzależniłam swoje życie od niej i tym samym całkowicie uniezależniłam się od czegokolwiek z zewnątrz. Ryzyko, przygoda, skok w nieznane, intuicja, radość, lekkość, odkrywanie, eksploracja – nauczyłam się ekscytować nimi, cieszyć się nimi, właśnie w nich węszyć sukces, a nie w czymś pewnym, przewidywalnym i nieobraczonym ryzykiem. Nauczyłam się też, że gdy jest “idealnie” – bezpiecznie, schematycznie, poukładanie – to prawie zawsze jest to podpucha ze strony rzeczywistości i muszę potem wszystko odkręcać, wycofywać się lub reorganizować. Czyli tak czy siak wracam do pierwotnych wartości odkrywcy i zdobywcy. Wsiadam do łupiny orzecha mojej kreatywności i wyruszam przez wzburzony ocean na poszukiwanie nowego lądu z nadzieją nie wiadomo na co, albo bez jakichkolwiek oczekiwań, bo w sumie i tak nie wiem, co będzie. Mogę się tylko modlić, żeby wypaliło. I tak też zawsze robię!

 

Utrzymuję się w nieustannym przepływie nowości i tym samym pobudzam moją kreatywność. Dbam o to, by choć raz w miesiącu wyjechać w jakąś podróż i spędzić choć jedną noc poza domem, by gościć u siebie ciekawych gości, by odwiedzać wydarzenia kulturalne, parki narodowe, by poznawać ludzi, którzy są ekspertami w dziedzinach, które mnie interesują lub którzy żyją życiem, jakim sama chciałabym żyć, są w miejscu, do którego zmierzam. Codziennie znajduję czas na relaks: spacer w przyrodzie, kontakt z dziećmi i zwierzętami, naukę czegoś, co mnie interesuje. Codziennie medytuję. Wciąż wyszukuję sobie ciekawych mentorów i nauczycieli, od których mogę się czegoś nauczyć. Lubię nie wiedzieć i być uczniem. Bardzo uważnie słucham, co mówią ludzie i obserwuję z zainteresowaniem, jak się zachowują, jak postanawiają – świadomie lub nieświadomie – spędzać swoje życie. Nie oceniam tego. Lubię pracować tyle, że aż nic mi się nie chce i jestem tak zakręcona, że wydaje mi się, że nic nie zrobiłam. Nigdy się nie zniechęcam, gdy moje działania nie przynoszą zamierzonego rezultatu finansowego, który zawsze zakładam jakoś dziwnie na wyrost. Znajduję zawsze czas, by celebrować moje sukcesy i wyjątkowe dla mnie okazje sama lub z przyjaciółmi. Dbam o to, by na równi angażować się w planowanie i realizowanie mojego wypoczynku, pracy, rozwoju i kreatywności – to cztery filary mojego szczęśliwego życia pod znakiem prosperity.

 

Niezwykle ważna jest dla mnie przestrzeń, w której tworzę, pracuję i wymyślam nowe pomysły. Zaczyna się to wszystko od przestrzeni wewnętrznej, rozciąga potem na moje relacje, na mój pokój do pracy, mój dom i miejsca wypoczynku. To w środku mojej psychiki ma panować harmonia, wewnętrzny spokój, poukładanie, dobre samopoczucie, lubienie siebie, cieszenie się z różnych ważnych dla mnie rzeczy. Jak nie wiem, co mam robić lub czuję stres, presję, zagmatwanie, czy inne niezdecydowanie, to jestem w stanie odwołać wszystko, nawet jeśli grozi to utratą pieniędzy, czy klientów, aby wrócić do równowagi, zrelaksować się i poczuć się dobrze sama ze sobą, bo w przeciwnym razie nic nie wypali, o czym wielokrotnie się przekonałam. To stamtąd – ze środka na zewnątrz – rozciąga się cała moja przestrzeń twórcza. To stamtąd – z siebie – wiem, co jest mi potrzebne, jak pielęgnować swoją wenę, jak podtrzymywać kreatywny przepływ.

 

Bardzo często notuję moje pomysły, tak od myślników. Niektóre są kompletnie zakręcone i nigdy ich nie realizuję, ale nadają kierunek moim marzeniom i dążeniom. Często kwestionuję wszystko, co robię i zastanawiam się, co bym zrobiła, gdybym od jutra miała wszystko skreślić i zacząć z zupełnie czystym kontem. Nigdy z nikim nie konsultuję decyzji mojego serca. Uważam, że być odpowiedzialnym za swoje życie, samodzielne wybory i swój pomysł na szczęście to moje wielkie bogactwo.

 

Nauczyłam się lubić przygody, ryzyko i niewiadomą. Myślę, że to naprawdę super być na pierwszym froncie, wymyślać coś, czego jeszcze nie ma, wierzyć w siebie, stawiać wszystko na swoją kreatywność. Jestem przekonana, że w każdej chwili mogę wymyślić i zrealizować pomysł warty miliony dolarów, czy przyczyniający się do pokoju na świecie. Mogę też w każdej chwili wszystko rzucić i sprawić, aby wszyscy o mnie zapomnieli, a ja schowam się w małym domku na skraju lasu i będę uprawiać swój ogródek, chodząc do zwykłej pracy na osiem godzin dziennie. Mam w sobie wiarę, że zawsze będę potrafiła tak sobie urządzić życie, że jakoś tam będę zadowolona i szczęśliwa. Wiara ta wymagała pracy i rośnie w miarę czynów. Umiem o siebie zadbać, mogę na siebie liczyć, polegać na sobie, mojej woli życia, działania, tworzenia, ogarniania codzienności. Nie boję się życia. Ani tego, że to wszystko przyjdzie mi kiedyś zostawić. Może jutro, a może za 80 lat. To zupełnie przestaje mieć znaczenie, gdy nauczyłam się przyjmować życie takim, jakie jest, nie oceniać siebie, traktować z dystansem moje wybujałe marzenia i ambicje. Umiem zatrzymać się na poboczu, zaciągnąć hamulec ręczny, rozłożyć się na trawie i patrzeć w niebo. Gdy o czymś zapominam, albo gdy nie udaje mi się sprostać moim własnym oczekiwaniom, to i tak przybijam sobie piątkę.
Nigdy nie przeceniam wartości podróży, pakowania się w nieznane wcześniej sytuacje, relacje międzyludzkie, układy, miejsca. Dla mojej twórczości ważne jest wychodzenie z kontekstu i doświadczanie czegoś nieprzewidywalnego, niesamowitego, nieszablonowego. Muszę sobie czasem polatać. Stąd płynie wena, inspiracja, tutaj wychodzę poza schemat. Uziemiam to potem w codziennym działaniu. Inaczej to nie ma dla mnie sensu. Mam pewność, że z każdej podróży wrócę odmieniona i to jest motor dla mojej przyszłości. Stawiam na tę jedną kartę. Wyjadę, zainwestuję, wyjdę z kontekstu, z mojego komforciku, poznam innych ludzi, posłucham ich historii, zapomnę o tym, czy tamtym smutku, wyleci mi z głowy niejedna dziwna ambicja, czy karkołomny pomysł, rozejrzę się w nowym środowisku, krajobrazie, otoczeniu. Wiem, że coś się zmieni. Zmiana jest podstawą mojej kreatywności. Wyrywa z zastoju, porusza energię życia we mnie i w każdej sytuacji, w której jestem. Inaczej to nie ma dla mnie sensu. Musi być podróż – bliska lub daleka, ta wewnętrz siebie lub ta gdzieś do świata. To zmienia wszystko.

 

Kiedy Ty byłeś w podróży? Czy potrafisz postawić się w zachwycie, otwartości, ciekawości? Czy potrafisz zaryzykować zmianę nastawienia, słuchanie innych, poddanie się nowości? Jak często próbujesz nowych rzeczy? Jak dbasz o swoją kreatywność? Co sprawia, że wciąż i wciąż przychodzą do Ciebie nowe pomysły, a Ty zamiast oporować i bać się, wskakujesz w nieznane, eksplorujesz, bawisz się, wymyślasz i tworzysz? Jak przełamujesz strach i opór? Czy czujesz ducha przygody? Jak dbasz o to, by to wszystko zadziewało się w Twoim życiu? Jakie stwarzasz do tego okoliczności? Codziennie. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?

 

Przyszłość dzieje się teraz. To, co robię teraz, tworzy moje jutro. Staram się wplatać w każdy mój dzień jego złote nici. Dlatego codziennie dbam o cztery filary mojego twórczego życia: wypoczynek, pracę, rozwój i kreatywność. Poprzez doświadczenie nauczyłam się, co robi mi dobrze. Jak mnie coś uwiera, to dokręcam pokrętła w taki sposób, by było mi wygodnie i bym mogła w pełni oddawać się przyjemności twórczego dynamicznego życia, pełnego ciekawych zakrętów, zapierających dech w piersi widoków, wzruszających spojrzeń w oczy, spektakularnych sukcesów, spokojnych chwil we własnym fotelu w salonie, czy momentów szalonej jazdy bez trzymanki. Wiem, co lubię i wyciągam po to rękę, potrafię zadbać o to, by życie robiło mi dobrze. Podążam za swoją przyjemnością. Okazuje się, że to najlepsze, co mogę dać od siebie światu.

1 Komentarz
  • Magdalena
    Wstawiono o 09:11h, 15 listopada Odpowiedz

    Ostatnie dwa zdania są pięknym podsumowaniem Twojego tekstu:) Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś:) Pozdrawiam ciepło:)

Dodaj komentarz